Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
W końcu Marcin dotarł do lasu i usłyszał śpiew. Za krzakami ujrzał małą dziewczynkę, pasterkę, która na jego widok zaczęła uciekać z głośnym płaczem. Tego dnia mały Borowicz wędrował po lesie, zapominając o śniadaniu, obiedzie i podwieczorku. Wrócił do domu w nocy i nie dostawszy od ojca nagany, całkowicie oddał się nowej pasji. Wstawał o świcie, brał dubeltówkę i znikał na wiele godzin. Jego polowania polegały głównie na tropieniu ptaków. Błądząc po okolicy zachodził często do pobliskich wsi, które rozciągały się u podnóży wzgórz. Mieszkali tam ludzie, którzy nadal przestrzegali prastarych wierzeń, obyczajów i praw. Prawie wszyscy byli kłusownikami.

W Bukowcu mieszkał chłop Scubioła, który wywłaszczył z siedzib wielu mieszkańców, a innych ujarzmił. Miał ogromne gospodarstwo, udzielał pożyczek każdemu, kto się do niego o to zwrócił, a procent odbierał w płodach naturalnych. Wielu biedniejszych włościan stało się z czasem parobkami Scubioły.

Najbiedniejszą wioską w okolicy były Gawronki, liczące osiemnaście gospodarstw. Chłopi posiadali nie więcej niż trzy morgi gruntu, żaden z nich nie miał konia. Zimą krowy, cielęta i kozy mieszkały w izbach razem z ludźmi. Wieś położona była pod górą i spływające wody przez wiele lat niszczyły urodzajne gleby. Kiedy zbliżał się czas orki, gawrończanie udawali się do Scubioły z prośbą o pożyczenie koni czy też parobka, a w zamian chłop pobierał rozmaitą zapłatę. Najuboższym chłopcem w Gawronkach był Lejba Koniecpolski, który do orki pożyczał od sąsiada krowę, a do brony zaprzęgał sam siebie lub żonę. Rodzina Koniecpolskich była liczna i mieszkała w pochylonej chacie z jedną izbą. Lejba był rzemieślnikiem – wyrabiał z rzemienia trepy o drewnianej podeszwie. Zimą skupywał stare buty. Wiosną sprzedawał chodaki, lecz latem jego rodzina żyła w skrajnej nędzy, a Lejba wówczas jeździł do miasta i przywoził chleb, który sprzedawał we wsi, zarabiając po dwa grosze na jednym bochenku. Najgorszą jednak porą roku dla Koniecpolskich był czas, kiedy wszyscy ze wsi szli na roboty sezonowe, a stary Lejba pozostawał w opuszczonych Gawronkach, przymierając z żoną i dziećmi głodem. W tych właśnie ciężkich dniach Marcinek Borowicz często spotykał wśród dojrzewających zbóż zapłakanego Lejbę.

Najbardziej znaną osobistością w okolicy był Szymon Noga – mistrz w sztuce łowieckiej. W latach młodości wygrywał na polowaniach zakłady ze szlachtą, że pięcioma strzałami zestrzeli w locie pięć jaskółek. Był to człowiek znający świat zwierząt i zajadły tropiciel. Marcinek zawsze go lubił i często wsłuchiwał się w opowieści Nogi o życiu zwierząt. Mężczyzna nie chodził na prace sezonowe („bandosy”), wysyłał na nie żonę i córkę, a sam siedział w domu i wieczorami wyruszał na kłusownicze łowy. Mały Borowicz odwiedzał go codziennie i czasami wyciągał do lasu lub w pole. W południe szli razem do zagajnika i kładli się w cieniu drzew, a chłopiec wyciągał z torby jedzenie i dzielił się nim ze swoim towarzyszem.

Pewnego dnia, gdy leżeli w pobliżu drogi przecinającej okolicę, Noga opowiedział historię chłopa, który nazywał się Kostur i mieszkał w Marsławicach. Kostur był myśliwym. Wybuchło powstanie i polskie oddziały stały w lesie. Pewnego razu Kostur wracał od Cieplaków, z fuzyjką ukrytą pod sukmaną, kiedy ujrzał dwóch Moskali na koniach, którzy prowadzili powstańca, przywiązanego sznurem do konia. Chłop obserwował jak Rosjanie biją szlachcica i ogarnięty litością, strzelił do jednego z Moskali. Drugi odwiązał jeńca i uciekł. Powstaniec zmarł, a Kostur pogrzebał go pod świerkiem. Później znalazł przy Rosjaninie pieniądze, które zabrał i od tego czasu często wyprawiał się na rabusiów. Marcinek słuchał obojętnie opowieści Szymona. Przekonania polityczne chłopca były słabym odbiciem nauk radcy Somonowicza i goryczy ojca, który w powstaniu stracił fortunę, spędził wiele lat w więzieniach i doznał wielu krzywd od wodzów rewolucji. O wiele chętniej wolał rozmawiać z Nogą o polowaniach.

Kiedy myśliwy nie mógł towarzyszyć małemu Borowiczowi w wędrówkach, chłopiec spędzał czas wolny w altanie, miejscu, które odnalazł wkrótce po przyjeździe do domu i w którym urządził sobie schronienie, zachwycony urokiem i ciszą zakątka. Altanka mieściła się w pobliżu zapomnianego źródełka. Przechowywał tam romanse pornograficzne, scyzoryk z długim ostrzem, śrut, kapiszony, szpagaty i gwoździe. Do swojej samotni szedł z należytą ostrożnością, tylko sobie znaną ścieżką. Tam oddawał się bezczynności i marzeniom.

Od pewnego czasu Szymon Noga ciągle wspominał mu o głuszcach, które według niego zagnieździły się w znanym mu miejscu. Obiecał Marcinkowi, że zaprowadzi go tam i nauczy wabić ptaki. Chłopiec z niecierpliwością oczekiwał na ten dzień i zgodnie z zaleceniami myśliwego tuż przed terminem wyprawy kupił wódkę, wysmarował nią siebie, torbę i dubeltówkę, ponieważ głuszce miały rzekomo ciągnąć do zapachu alkoholu. O świcie Noga czekał na małego Borowicza na skraju lasu. Malec w największej tajemnicy zakupił w karczmie pół garnca wódki, zabrał ze spiżarki całą kiełbasę, bochenek chleba, ser i masło i tak przygotowany, zjawił się w umówionym miejscu. Szymon kazał chłopcu jeszcze raz natrzeć się spirytusem, później sam uczynił to samo i w końcu ruszyli pod górę Józefową. Po jakimś czasie dotarli do zacienionego zagajnika.

Myśliwy usiadł na ziemi i wyjąwszy jakiś przedmiot, zaczął dmuchać w zakończenie z piórka, wydobywając różne dźwięki. Marcinek wpatrywał się w niego jak zauroczony. Z bijącym sercem siedział w gęstwinie, zapatrzony w las. Dopiero przed południem Noga przestał wabić głuszce, z żalem stwierdziwszy, że ptaki najwyraźniej przeniosły się w inne miejsce. Zjadł prawie cały zapas jedzenia i przeszli wyżej. Tam kazał usiąść chłopcu na ziemi, podał mu wabik i polecił dmuchać w niego. Marcinek spełnił rozkaz Szymona, a ten zniknął w zaroślach, zapewniając, że ptaki za chwilę się pojawią. Marcinek wabił głuszce przez kilka godzin i dopiero pod wieczór zaczął tracić nadzieję. Kiedy zapadł zmierzch postanowił odnaleźć myśliwego, by wrócić do domu. Nagle usłyszał jakieś pogwizdywanie i dziwny bełkot. Chwyciwszy strzelbę, zaczął skradać się, ciesząc, że wreszcie ujrzy wymarzonego ptaka. Zamiast tego zobaczył Nogę, który leżał pod drzewem i chrapał. Obok niego leżała pusta butelka po wódce.

Dopiero później Borowicz dowiedział się, że owa maszynka służyła do wabienia słomek i że głuszców od kilkudziesięciu lat nikt w tamtych lasach nie widział.

XI.

Po powrocie z wakacji Marcinek zastał duże zmiany w gimnazjum. Na emeryturę odszedł dyrektor, inspektor został przeniesiony do innej szkoły, odeszli również stary Leim, dwaj nauczyciele historii i jeden z pomocników gospodarzy klas. W zarządzie szkoły pojawili się: dyrektor Kriestoobriadnikow, inspektor Zabielskij, nowy nauczyciel łaciny Rosjanin Pietrow, pomocnik gospodarzy klasowych Mieszoczkin i nauczyciel historii Kostriulew.

Również ogólny nastrój i wygląd szkoły uległy radykalnej zmianie. Starsi uczniowie poczuli, że ujęto ich w karby dyscypliny, woźny Pazur zamilkł, a nauczyciele polscy nie rozmawiali z uczniami poza murami gimnazjum, a jeśli zaszła taka konieczność, konwersacja odbywała się w języku rosyjskim. Zostały wprowadzone nowe obrzędy szkolne. Już podczas inauguracji roku szkolnego inspektor wygłosił niezwykle patriotyczne przemówienie, którym sam wzruszył się do łez, lecz dla uczniów pozostał zupełnie niezrozumiałym.

Uczniowie klerykowscy z niepokojem obserwowali działania nowego inspektora. Przede wszystkim przeprowadzono szereg zmian na stancjach. W każdej wyznaczono „starszego”, który miał obowiązek pilnować młodszych kolegów. Wprowadzono również książki wydaleń się z mieszkania, w których należało zapisywać każdą nieobecność ucznia oraz skargi na złe prowadzenie się współlokatorów. Pomocnicy gospodarzy i nauczyciele zostali wciągnięci do pewnego rodzaju organizacji policyjno – śledczej. Musieli odwiedzać stancje w określonych odstępach czasu, dniem i nocą. Odbywały się wówczas rewizje, przeglądanie osobistych rzeczy, a nawet podsłuchiwano pod oknami lub zjawiano się nieoczekiwanie nad ranem w pokojach uczniów. Ze stancji zniknęły książki polskie, choć uczniowie nadal wymykali się o północy w celach im wiadomych.

Wprowadzony porządek, rewizje i wizyty wpływały źle na moralność uczniów mieszkających na stancjach, dla których pobyt w szkole stał się równoznaczny z więzieniem. Zdarzało się często, że po przebudzeniu w pokoju zastawali Mieszoczkina, podczas lekcji byli pilnowani przez nauczycieli, po południu czekali na zjawienie się ich na stancji, a w nocy obawiali się, że zostaną zbudzeni przez któregoś z opiekunów.

System pilnowania i kontrolowania uczniów przyczynił się ostatecznie do rozdziału między nauczycielami a uczniami. Co prawda wcześniej nie było jakiegoś pozytywnego porozumienia między tymi dwoma obozami, a areną rozgrywek do czasu przybycia nowego dyrektora była szkoła. Patriotyczna gorliwość śledzących skupiła się przede wszystkim na przestępstwach politycznych i cała walka uczniów z nauczycielami przybrała z czasem cechy politycznego sporu. Za czasów starego dyrektora nauczyciele Polacy starali się łagodzić zatargi z uczniami. Z nastaniem nowej władzy w szkole wszelkie znajomości zostały zerwane. Nauczyciele wycofali się, dbając głównie o swoje posady i pozostawili młodzież samej sobie.

Kriestoobriadnikow i Zabielskij byli politykami nietuzinkowymi. Nie wszczynali awantur z rodzicami i nie prześladowali uczniów. Kiedy złapano jakiegoś chłopca na łamaniu przepisów, winę zawsze darowano, a gdy trzeba było ukarać – czyniono to niezwykle wyrozumiale i pobłażliwie. W sytuacjach sporu między uczniem a nauczycielem Polakiem dyrektor i inspektor stawali zawsze po stronie ucznia, starając się wyprosić u nauczyciela zaniechanie kary. System ten wywarł wpływ na gimnazjalistów, którzy co prawda drżeli przed nowym zarządem, ale jednocześnie zyskali zwolenników w walce z nauczycielami Polakami. Kierownictwo szkolne rozszerzyło swoją działalność na miasto i okolice, a także na całą gubernię i kraj. Ich praca opierała się na dwóch celach. Skupiali się więc na wzmocnieniu życia ludzi ruskich w Klerykowie oraz na odpolszczeniu tak zwanych Polaków.


Jednym z czynników odpolszczania było nieudzielanie pozwolenia uczniom na udział w polskich przedstawieniach. Natomiast jesienią z inicjatywy dyrektora gimnazjum zaczęto organizować amatorskie teatry rosyjskie, z radością popierane przez napływającą do Klerykowa ludność rosyjską. Z konieczności wspomagali ten plan „Nadwiślanie”, zajmujący jakiekolwiek wyższe stanowiska w mieście. Ludność miejscowa wykazywała bierność, choć w dalszym ciągu mówiono w języku ojczystym.

W tym okresie Kleryków przeżywało epokę imigracji rosyjskiej. Zmieniano nazwy ulic, likwidowano wiekowe instytucje, a w ich miejsce wprowadzano rosyjskie. Kiedy pojawiły się afisze, informujące o przedstawieniu teatru amatorskiego, w gimnazjum rozpoczęły się gorączkowe rozmowy. Władza szkolna nie proponowała uczniom zakupu biletów, choć czyniono pewne sugestie, że tak należałoby właśnie zrobić. Wśród uczniów piątej klasy znaleźli się tacy, którzy przebąkiwali, że warto byłoby iść na sztukę, inni natomiast twierdzili, że tylko mandryle mogą uczestniczyć w podobnych szopkach.

Marcin Borowicz był przyjacielem chłopca, który wyraził chęć pójścia na sztukę i poczuł się osobiście dotkniętym sądem tych, którzy byli przeciwnikami rosyjskiego teatru amatorskiego. Postanowił pójść na przedstawienie na przekór wszystkim. Razem z przyjacielem uknuli zemstę na koledze, który skrytykował chęć uczestniczenia w spektaklu. Po powrocie na stancję Marcinek usłyszał w pokoju „starej Przepiórzycy” rozmowę o teatrze amatorskim. Radca Somonowicz nie chciał interesować się sztuką, lecz chłopiec oznajmił, że ma zamiar pójść na widowisko. Przekonania mężczyzny utwierdziły malca w uporze i w dniu przedstawienia udał się on do sali teatralnej, gdzie siedzieli już Rosjanie i zacni obywatele miasta.

Marcinek, który w towarzystwie zaledwie kilku kolegów z różnych klas, stał na parterze, doznał szczególnego niepokoju. Sztuka w ogóle go nie zainteresowała, lecz pogrążyła w smutku. Umiał dobrze mówić i pisać po rosyjsku, traktując ten język jako przedmiot szkolny. Dopiero teraz ta szkolna mowa narzucała mu się ze sceny, którą obserwował w poczuciu, że patrzy na jakiś kraj obcy z dalekimi obyczajami. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wyjść z teatru, kiedy dostrzegł, że w jego stronę skierowane są cztery lornetki. Z uwagą przypatrywali mu się dyrektor, jeden z nauczycieli i jakaś dama. W pierwszej chwili wystraszył się. Później zrozumiał, że to raczej gesty zadowolenia i adoracji. W gromadce uczniów stali przede wszystkim Rosjanie, z Polaków oprócz Borowicza było kilku synów urzędników. Marcin wysunął się przed grupę, aby dyrektor mógł go lepiej widzieć.

W czasie pierwszego antraktu na parterze pojawił się pan Majewski i przywitawszy się w uczniami, poprosił grzecznie, aby Polacy udali się za nim. Zaprowadził ich do loży dyrektorskiej. Kriestoobriadnikow przedstawił kilku chłopców gubernatorowi i towarzyszącym mu damom. Gubernator powitał młodzieńców uściśnięciem dłoni, a jedna z kobiet zapytała Borowicza, czy sztuka podobała mu się. Chłopiec odparł, że bardzo, czując, że tak właśnie powinien odpowiedzieć. Później zostali zaprowadzeni do loży, w której siedział prezes Izby Skarbowej. Pod koniec drugiej sztuki na parterze ponownie zjawił się pan Majewski, przynosząc uczniom olbrzymie pudła ze słodyczami, które były darem pań i panów z loży dla chłopców. Marcinek, jedząc cukierki, odczuł rozkosz, wypływającą z faktu poznania tak znamienitych osób.

Następnego dnia, do klasy wszedł inspektor, który powitał Marcina tak przyjaznym uśmiechem, że wszyscy pięcioklasiści poczuli zazdrość i pożałowali, że nie poszli na przedstawienie. Tego samego dnia Zabielskij poprosił chłopca, aby zaniósł do jego mieszkania zeszyty z ćwiczeniami. W domu inspektor przyjął ucznia niezwykle gościnnie, pokazując mu książki i albumy a także częstując go ciastkami. Żalił się, że uczniowie klasy piątej mu nie ufają i żaden go nie odwiedza. Pod koniec wizyty mały Borowicz był oczarowany mężczyzną, a dobroć nauczyciela rozbudziła w jego sercu wdzięczność. Postanowił wpłynąć na kolegów, żeby również polubili Zabielskija. Widok wytwornego gabinetu zniewalał go i wypełniał dumą i pychą, że oto on stał się przyjacielem osoby na tak wysokim stanowisku. Od tej pory Marcinek był stałym i częstym gościem w domu inspektora.

XII.

Był jeden z ostatnich dni sierpnia, po żniwach. Skrajem szosy maszerował Jędruś Radek, ubrany w uczniowski mundur. Na plecach miał tornister, a w ręku patyk. Mundur chłopca był przerobiony z kapoty ufarbowanej na granatowo. W słońcu błyszczały palmy i litery P.P. (Progimnazjum Pyrzogłowskie). W tornistrze niósł wszystkie podręczniki i kajety, starannie zawinięte w papier. Już drugi dzień Jędrek szedł pieszo spod Pyrzogłów w stronę Klerykowa. Noc przespał w stercie pod lasem, a w południe ujrzał starą karczmę, do której zaszedł, by odpocząć i posilić się. Kupił kilka bułek i kwartę piwa i rozsiadł się w izbie, rozmawiając z gospodynią, niezadowolony z jej dociekliwych pytań. Niechętnie odparł, że wybiera się do Klerykowa, aby dostać się do klasy piątej i skłamał, że nie ma rodziców. Obawiał się, że gdyby kobieta dowiedziała się prawdy o jego pospolitym pochodzeniu, traktowałaby go z wyższością.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Syzyfowe prace - streszczenie
2  Metody rusyfikacji na podstawie Syzyfowych prac
3  Główne wątki Syzyfowych prac



Komentarze: Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2018-08-13 15:37:54

Czytałam tylko i wyłącznie to steszczenie, a kiedy zostałam odpytana z treści szczegółowo babka pochwaliła mnie, że przeczytałam lekturę więc czytajcie, bo naprawde warto ! I nie ma co zawracać sobie głowy książką ;p


2018-08-13 14:38:56

Extra streszczenie :) bardzo mi pomogla twoja praca ... dzieki niej poprawilem 2 lufy z tej lektory. nasza (kosa) byla zaskoczona moją odpowiedzią.trzeba byc kims zeby zrobic tak zaje***te streszczenie szczegolowe do tak dennej lektory. wielkie PoZDRo .. peace


2012-01-01 21:45:18

Dzieki za wstawieni .Syzyfowych prac normalnie nie da sie moim zdaniem przeczytac gdy tylko przeczytam rozdzial musze ZAczynac od poczatku. Nie trawie jej :/


2011-11-23 22:13:45

Świetne streszczenie. Pomogło bardzo. Choć się pwtórzę, to muszę przyznać, że to nie kwestia lenistwa. Książki Sapkowskiego, Pilipiuka i innych podobnych autorów mógłbym czytać codziennie, lecz lektury niestety są...


2011-06-07 22:36:49

Ja przeczytałam, bo zawaliłam kartkówkę - pani zadała pytania dotyczące nazwisk i przezwisk. A ja tylko tak ogólnie je kojarzyłam. Jak na tak cienką książkę to za dużo postaci, niezbyt zwięźle napisane, streszczenie mi to ułatwiło...




Streszczenia książek
Tagi: