Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Jędrzej Radek urodził się we wsi Pajęczyn Dolny, w rodzinie biednego fornala. Najmłodsze lata spędził w izbie, w której mieszkały trzy rodziny. Gdy miał kilka lat zaczął pilnować najpierw gęsi, a później maciory z prosiętami w dworskim okólniku. Swoje obowiązki wypełniał z przymusem i często zdarzało się, że karbowy obił mu skórę na plecach za niedopilnowanie stada.

Życie Jędrka zmieniło się dzięki Antoniemu Paluszkiewiczowi, nazywanego Kawką. Mężczyzna był nauczycielem paniczów. Jego przezwisko pochodziło od nieustannego kaszlu, który złośliwie naśladowali jego wychowankowie.

Najwięcej talentu w dręczeniu Kawki wykazywał Jędrzej Radek, który doskonale potrafił naśladować nie tylko głos nauczyciela, ale także jego ruchy. Chłopak często chodził za Paluszkiewiczem, ubrany w długą płachtę, zakładając na nos drucik wygięty na kształt okularów i podpierając się patykiem. Ośmielony faktem, że dziedziczka dawała mu za owe kpiny kromkę chleba z miodem lub kawałek cukru, malec ze śmiałością wołał do nauczyciela po imieniu i drwił z niego. Pewnego dnia, kiedy Jędrek siedział na płocie, Paluszkiewicz nieoczekiwanie pochwycił go i wciągnął do swojego mieszkania. Po kilkunastu minutach nauczyciel, nie odpowiadając na zuchwałe pytania chłopca, podał mu duży atlas zoologiczny i kazał obejrzeć obrazki. Radek z nieufnością zaczął przeglądać książkę, która tak go zainteresowała, że przez wiele godzin oglądał kolorowe rysunki zwierząt. O zmroku Kawka wypuścił go z pokoju, obdarowawszy go ciastkiem.

Od tamtego wieczoru Jędrzej w każdej wolnej chwili wymykał się do mieszkania nauczyciela. Paluszkiewicz nauczył go czytać, a zimą chłopiec opanował rosyjski. W kolejne lato Kawka zaczął zastanawiać się nad umieszczeniem Radka w Progimnazjum Pyrzogłowskim. Przez wiele lat udało mu się zaoszczędzić kilkaset rubli. Ze względu na postępujące suchoty, zrezygnował z pracy, nieomalże siłą odebrał chłopca rodzicom i odwiózł go do Pyrzogłów. Tam oddał go do pierwszej klasy i opłacił stancję. Sam zamieszkał w miasteczku i żył z oszczędności.

Jędrzej dzięki korepetycjom opiekuna uczył się bardzo dobrze i z pochwałą zdał do klasy drugiej. W tym czasie choroba całkowicie wyniszczała organizm Paluszkiewicza i przez następny rok większość czasu przeleżał w łóżku, przepisując dzieło swojego życia. Pewnej jesiennej nocy zmarł. Na kilka miesięcy przed śmiercią zdążył opłacić stancję Jędrzeja i chłopak spokojnie zdał do trzeciej klasy. Wtedy też był już w stanie utrzymać się z korepetycji udzielanym wstępniakom i pierwszoklasistom. Z trudem, niekiedy przymierając głodem, ukończył klasę trzecią i czwartą i otrzymał świadectwo ukończenia gimnazjum.

Choć wszyscy sądzili, że zostanie księdzem, Radek postanowił dostać się na uniwersytet, pamiętając słowa Paluszkiewicza, który zawsze zachęcał go do dalszej nauki. Nie zamierzał wracać na wieś, pamiętając nadal razy karbowego, nędzne ochłapy rzucane mu przez dziedziczkę za drwienie z Kawki. Nie potrafił też wybaczyć rodzicom – matce, która wielokrotnie zachęcała go do szykan, by zyskał przychylność dworu i ojcu, który karał go za to, że uciekał do mieszkania nauczyciela. W jego sercu zrodziła się wdzięczność do wyśmiewanego Paluszkiewicza.

Po czterech latach nieobecności Jędrzej Radek pojawił się w Pajęczynie. Powrót do domu rodzinnego spowodował, że chłopak zaczął dostrzegać zmiany, jakie w nim zaszły. Wszyscy nadal traktowali go jako syna biednego fornala, pastucha z okólnika, a nikt nie dostrzegał w nim kandydata do klasy piątej. Chłopak odczuwał wstręt do czworaków, w których mieszkał z rodzicami. Wstydził się ojca, matki i swojej obecności we wsi. Po wakacjach wyruszył więc do Klerykowa, odprowadzony przez zapłakanych rodziców. Pożegnał ich w milczeniu, nie wiedząc, co powiedzieć i idąc szosą, płakał.

Posiliwszy się w karczmie, miał zamiar ruszyć dalej, kiedy szynkarka ponownie go zaczęła wypytywać. Odparł jej, by się od niego odczepiła. Wówczas kobieta chciała zamknąć drzwi, lecz chłopak pchnął ją i spokojnie wyszedł. Za sobą usłyszał krzyki i wołanie po sołtysa. Jędrzej zdarzenie w karczmie uznał za zły znak. Po jakimś czasie zaczął ponownie odczuwać zmęczenie i przespał się w cieniu przydrożnej gruszy.

Przez jakiś czas jechał na furze, zapłaciwszy chłopu dwadzieścia groszy za podróż. Kiedy jednak woźnica zaczął go wypytywać o pochodzenie, Radek zażądał zwrotu pieniędzy. Nie odzyskawszy zapłaty, chłopak ruszył dalej pieszo, ze świadomością, że droga do Klerykowa staje się dla niego pechowa. Po przejściu kilku wiorst na szosie pojawiła się bryczka, w której siedział szlachcic. Jędrzej zdjął czapkę i nagle usłyszał, że ktoś go woła. Zaskoczony zauważył, że mężczyzna wzywa go do siebie. Podbiegł do pojazdu, a nieznajomy zaczął go wypytywać, skąd pochodzi i dokąd się wybiera. Potem kazał chłopcu usiąść na koźle, z czego Radek chętnie skorzystał. Nowa nadzieja wstąpiła w serce ucznia.

Miasteczko zrobiło na nim ogromne wrażenie, a ogrom domów i ludzi oszołomił go. Tymczasem szlachcic kazał furmanowi jechać na Targowszczyznę i bryczka zatrzymała się przed okazałym budynkiem. Szlachcic kazał Jędrkowi iść za sobą. Zostawił go w kuchni i po jakimś czasie wezwał do pokoju. Chłopak dostrzegł kobietę, siedzącą na sofie i dwoje dzieci: dwunastoletniego chłopca i dziewczynkę. Przy stole stał starszy mężczyzna, do którego zwrócił się szlachcic, przedstawiając im Radka. Jegomość odparł, że potrzebuje korepetytora dla syna i zapytał Jędrka, czy chciałby podjąć się tego zajęcia w zamian za stancję i utrzymanie. Chłopak, zaskoczony i ucieszony, odparł, że zgadza się na propozycję mężczyzny. Płoniewicz zdecydował, że Radek będzie spał u nich, dopóki nie dostanie się do gimnazjum i kazał przygotować pokój dla chłopca.

Nieoczekiwana zmiana losu oszołomiła Jędrzeja. W czasie kolacji zasiadł ze wszystkimi do stołu, a później udał się do swojego pokoju, w którym stała stara, zniszczona kanapa i szafka z książkami. Radek zamyślił się, wspominając minione zdarzenia, wreszcie zasnął zmęczony.

Nazajutrz w towarzystwie Władzia, swego ucznia, udał się do gimnazjum i został przyjęty przez Kriestoobriadnikowa do klasy piątej. Tego samego dnia został oficjalnie korepetytorem Władzia Płoniewicza, który utrzymał się w szkole dzięki wysokim łapówkom. Już podczas pierwszej lekcji Radek zauważył, że chłopiec z trudnością uczy się i potrafi z uporem stać nieruchomo przez wiele godzin. Każdego dnia po obiedzie rozpoczynały się korepetycje, podczas których Jędrzej mozolnie i dobitnie tłumaczył zadane lekcje. Władzio uczył się wszystkiego na pamięć, a jego nauczyciel wierzył w ostateczne zwycięstwo nad miernym uczniem. Przed śniadaniem powtarzali lekcje, których chłopiec wyuczył się poprzedniego dnia, potem razem szli do szkoły, ćwicząc się w słówkach, miarach i wagach.

Po szkole następowało wyuczanie materiału na następny dzień, a w czasie przerwy Radek odrabiał lekcje z panną Micią. Do swoich lekcji Jędrek zasiadał po północy, paląc w tajemnicy papierosy i jedząc stare kromki chleba, ponieważ państwo Płoniewicz nie dbali zbytnio o byt korepetytora, karmiąc go nędznie i skąpo.

Pan Płoniewicz był eks-obywatelem ziemskim. Kiedy nadszedł czas oddania dzieci do szkół, sprzedał majątek i osiedlił się na przedmieściu Klerykowa, gdzie kupił posesję z budynkami, w których mieszkała biedota. Jędrzej Radek polubił to miejsce, gdzie znalazł schronienie i pracę. Czasami jednak, kiedy koledzy z klasy zajadali się na przerwach bułkami, przeklinał nędzne obiady. Ten nieustanny głód wynagradzał mu własny pokój, posiadanie którego sprawiało mu ogromną przyjemność.

Pierwsze miesiące w Klerykowie upłynęły Radkowi w samotności. Tylko raz odwiedził kolegów z klasy piątej, synów bogatego rejenta z prowincji. Tego dnia trafił na bal. Kilku kolegów tańczyło z krzesłami, które zastępowały im panny. Jędrzej stanął w kącie, przyglądając się wszystkiemu i stał się ofiarą żartów. W klasie koledzy nie starali się zaprzyjaźnić z nim, dostrzegając jego nędzne ubranie i szykanując go. Tymkiewicz często przedrzeźniał nowego ucznia, naśladując jego chłopską gwarę. Wówczas Radek odczuwał wstyd, lecz czuł również ogromną pogardę i obojętność. Nauczyciele często odpytywali go, by ocenić jego wiedzę, a młodzieńcowi zdawało się, że wszyscy z niego drwią. Choć był uczniem dobrym i pilnym, jego wiedza stała się pośmiewiskiem dla kolegów i nauczycieli.

Pewnego dnia, po dwóch miesiącach od rozpoczęcia nauki w Klerykowie, pan Nogacki wezwał Radka do tablicy i kazał mu rozwiązać zadanie z geometrii. Chłopak źle wyrysował figurę graniastosłupa i ponaglany przez nauczyciela, popełnił kolejny błąd, wywołując śmiech pozostałych uczniów. Jędrek stracił pewność siebie i stał przed tablicą, kiedy z przedostatniej ławki usłyszał kpiący głos Tymkiewicza. W tym samym czasie Radek zaczął poprawnie rozwiązywać zadanie i otrzymał ocenę bardzo dobrą. Po skończonej lekcji podniósł się z ławki i podbiegł do Tymkiewicza. Uderzył go gwałtownie pięścią w zęby, bijąc na oślep. Awanturze przyglądał się nauczyciel. Gdy rozdzielono obu chłopców, Nogacki kazał zostać wszystkim w klasie i wyszedł. Po kilkunastu minutach pojawili się inspektor, dyrektor, gospodarz klasy i kilku nauczycieli. Radek stał z pochyloną głową, płacząc. Dyrektor podjął decyzję, by wydalić go z gimnazjum.

Chłopak zebrał swoje książki do tornistra i wyszedł z klasy. Był spokojny, choć serce biło mu szybko i czuł zimne dreszcze. Zrozumiał, że to koniec jego nauki. Usiadł na głazie i zaczął wpatrywać się w pusty dziedziniec. W wyobraźni ujrzał siebie, jak opuszcza dom Płoniewiczów i wraca do rodziców. Wtedy dopiero ogarnęła go wściekłość i rozpacz. Nagle poczuł, że ktoś przed nim stoi. Podniósł głowę i zobaczył nieznanego młodzieńca, który przyglądał mu się przyjaźnie. Był to Marcin Borowicz, wówczas uczeń klasy szóstej.

Marcin powiedział, że słyszał jak dyrektor wyrzucał Radka z gimnazjum i poradził, aby ktoś z wpływowych ludzi w mieście wstawił się za Jędrzejem. Kiedy dowiedział się, że chłopak nikogo nie zna w Klerykowie, obiecał, że sam uda się do Zabielskiego, po czym odszedł. Radek przesiedział na kamieniu do końca lekcji i usłyszał, że go wzywają. Na schodach zauważył inspektora i Borowicza, który coś mówił, żywo gestykulując. Inspektor ponownie zawołał Jędrka i udali się pod kancelarię. Inspektor wszedł do gabinetu, a Radek został na korytarzu, otoczony szydzącymi z niego uczniami.

Po jakimś czasie wyszedł dyrektor i darował winę Radkowi, ostrzegając go, że znalazł się na liście podejrzanych uczniów. Chłopiec ukłonił się i ruszył do klasy, siadając na swoim miejscu. Przez całą lekcję rozmyślał o uczniu, który wyciągnął go z opresji. Nie zapamiętał twarzy Marcina, lecz ta tajemnicza postać zaczęła przybierać w jego świadomość cudowne kształty. Wówczas jego dusza zapłakała nad wybawcą.

XIII.

Klasa szósta, do której uczęszczał Marcin Borowicz, liczyła trzydziestu trzech uczniów, z czego większość stanowili Polacy. Wśród uczniów było trzech Żydów i dwóch Rosjan. Młodzież ta dzieliła się na dwa obozy. Jedną grupę stanowili: Borowicz, jego zwolennicy, Rosjanie i Żydzi, pozostający pod wpływem inspektora, pogardliwie określani mianem „literaci”. Grupa druga, nazywająca siebie ligą wolnopróżniaków, była wrogo nastawiona względem pierwszej.

Marcin Borowicz ogrywał w swoim obozie duże znaczenie. W klasie piątej, pod wpływem inspektora, założył kółko zbierające się w niedzielę po nabożeństwie, by studiować literaturę rosyjską i ćwiczyć się w pisaniu. W klasie szóstej do „literatów” należało już kilkanaście osób, a po Bożym Narodzeniu połączyli się oni z grupami z klas siódmej i ósmej. Spotykali się w mieszkaniu jednego z siódmoklasistów lub w domu inspektora. Czytali wówczas ruskie poematy ludowe, Puszkina i Lermontowa. Pierwsze marzenia i uczucia młodych chłopców znajdowały swoje odzwierciedlenie w utworach pisarzy rosyjskich. Często też uczniowie klas wyższych wygłaszali referaty o treści politycznej i religijnej. Kierownik dostarczał im książki, na podstawie których przedstawiali Polskę jako „dom niewoli, gniazdo rozbestwionej szlachty, mordującej lud ruski”. Najbardziej zagorzali „literaci” pisali odezwy do Polaków, programy i hymny na cześć Rosji. Wśród nich znaleźli się jednak i tacy, którzy na własną rękę starali się czytać polską historię, by poznać również racje drugiej strony. W miejscowej księgarni pojawiła się książka profesora Michała Bobrzyńskiego „Dzieje Polski w zarysie”, wydana bez uprzedniej cenzury. Historyk jednak twierdził, że Polskę do upadku doprowadziła anarchia.

Zabiegi inspektora Zabielskiego zniechęciły młodzież do czytania literatury ojczystej i sprawiły, że chłopcy nabrali wstrętu do wszystkiego, co polskie. Rusofilizm stał się dla nich symbolem postępowości, krytycyzmu i tężyzny.

Do drugiego ugrupowania, wolnopróżniaków, należeli przeważnie synowie ludzi zamożnych i pochodzący ze szlachty. Zajmowali się przede wszystkim próżniactwem, oszukiwaniem nauczycieli i wszelkimi rozrywkami, głównie grą w karty. Jej członkowie byli przyjaciółmi, a wśród nich nie można było znaleźć żadnego donosiciela, co z kolei było charakterystyczne dla ich przeciwników. W karty najczęściej grywano w domu lekarza Wyszobierskiego, w pokoju jego syna, Antosia. Wolnopróżniacy gromadzili się około północy, w dni, w które można było swobodnie opuszczać stancje. Gra w karty stała się istotną rozrywką podczas rekolekcji poprzedzających Wielkanoc. Klasy wyższe zebrano wówczas w jednej sali, by uczniowie wysłuchali wikariusza miejscowej fary. Wolnopróżniacy zasiedli w ostatnich ławach i zaczęli grać w karty. W ogólnej ciszy niespodziewanie rozległ się głos jednego z uczniów, wołający o bicie treflem. Władza, ścigająca graczy, nie zdołała jednak wykryć winowajców.

Inna grupa wolnopróżniaków składała się z wielbicieli hippiki. Spotykali się oni za przedmieściem Rokitki w szopach, które zajmował szwadron dragonów i za odpowiednią opłatą dostawali na kilka godzin osiodłane konie.

Kilku wolnopróżniaków pasjonowało się teatrem i szalało za aktorkami. Tej grupie dowodził uczeń klasy siódmej, Wolski, zakochany w aktorce zwanej Iskierką. Pewnego dnia postanowił poznać kobietę i kupiwszy pudełko cukierków, zamierzał wybrać się do jej mieszkania. Prezent schował w łóżku, lecz do jego pokoju weszli młodsi koledzy ze stancji i zmagając się ze sobą, padli na łóżko, niszcząc pudełko. Zrozpaczony Wolski pożyczył dwa mniejsze pudełka od znajomych pensjonarek i pieczołowicie ulepił ze zgniecionej masy cukierki. Z tak przygotowanym darem wyruszył do swojej ukochanej.

Zarówno „literaci” jak i wolnopróżniacy kształcili się głównie w matematyce i fizyce. Resztę przedmiotów traktowali jako zło konieczne. Rozszerzone kursy gramatyki łacińskiej i greckiej zaliczali dzięki wkuwaniu na pamięć całych stron „Odysei”, „Iliady” i „Eneidy”. Rosjanin wykładający język grecki objaśniał Homera z musu i nie interesował się, czy uczniowie rozumieją treść dzieł. Na jego lekcjach uczniowie popadali w stan odrętwienia, a po ukończeniu klerykowskiego gimnazjum szybko zapominali o grece.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Ramowy plan wydarzeń Syzyfowych prac
2  Sztetter
3  Stefan Żeromski - nota biograficzna



Komentarze: Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2018-08-13 15:37:54

Czytałam tylko i wyłącznie to steszczenie, a kiedy zostałam odpytana z treści szczegółowo babka pochwaliła mnie, że przeczytałam lekturę więc czytajcie, bo naprawde warto ! I nie ma co zawracać sobie głowy książką ;p


2018-08-13 14:38:56

Extra streszczenie :) bardzo mi pomogla twoja praca ... dzieki niej poprawilem 2 lufy z tej lektory. nasza (kosa) byla zaskoczona moją odpowiedzią.trzeba byc kims zeby zrobic tak zaje***te streszczenie szczegolowe do tak dennej lektory. wielkie PoZDRo .. peace


2012-01-01 21:45:18

Dzieki za wstawieni .Syzyfowych prac normalnie nie da sie moim zdaniem przeczytac gdy tylko przeczytam rozdzial musze ZAczynac od poczatku. Nie trawie jej :/


2011-11-23 22:13:45

Świetne streszczenie. Pomogło bardzo. Choć się pwtórzę, to muszę przyznać, że to nie kwestia lenistwa. Książki Sapkowskiego, Pilipiuka i innych podobnych autorów mógłbym czytać codziennie, lecz lektury niestety są...


2011-06-07 22:36:49

Ja przeczytałam, bo zawaliłam kartkówkę - pani zadała pytania dotyczące nazwisk i przezwisk. A ja tylko tak ogólnie je kojarzyłam. Jak na tak cienką książkę to za dużo postaci, niezbyt zwięźle napisane, streszczenie mi to ułatwiło...




Streszczenia książek
Tagi: