Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Równie nużące były lekcje historii. W klasie szóstej gimnazjaliści musieli przyswoić sobie kurs dziejów Rosji z epoki tak zwanych udziałów i wieców. Marcin Borowicz i jego stronnicy z ugrupowania wyuczali się na pamięć nazwisk wszystkich książąt i dat, lecz nauczyciel nie starał się, aby uczniowie zrozumieli sens minionych czasów.

Natomiast języki: francuski, niemiecki i polski były traktowane jako nieobowiązkowe. Uczeń klasy szóstej musiał wybrać sobie tylko jeden język, a na polski nie musiał chodzić. Rosjanie nie mieli prawa uczęszczać na lekcje polskiego, prowadzone w języku rosyjskim. Wszystkie siły intelektualne gimnazjalistów wykorzystywane były do pisania ćwiczeń rosyjskich o tematach historycznych, literackich i abstrakcyjnych. Ćwiczenia te musiały obowiązkowo zachowywać odpowiedni plan, dlatego też uczniowie najczęściej przepisywali rozprawki ze starych zeszytów i książek.

Biblioteka gimnazjum klerykowskiego znajdowała się na dole gmachu i zajmowała kilka sal. Stały tam szafy z książkami polskimi z XVI, XVII i XVIII wieku, pokryte kurzem i zapomniane. Władze gimnazjalne szczególnie dbały, aby uczniowie nie mieli dostępu do jakichkolwiek książek, które mogłyby wpłynąć na czynne rusofilstwo. Pomimo nieustannego dozoru i rewidowania jedna z zakazanych książek dostała się do rąk szóstoklasistów. Był to rosyjski przekład „History of civilisation In England” Henryka Tomasza Buckle’a. Jeden z ośmioklasistów odnalazł książkę w bibliotece swego wuja i dał kolegom. Dzieło to wpłynęło znacząco na umysły uczniów i na ich postrzeganie filozofii. Szczególne znaczenie miał przypis z pierwszego rozdziału książki: „Doktryna Opatrzności stoi w związku z doktryną o przeznaczeniu”. Ta krótka myśl sprawiła, że wśród gimnazjalistów powstała grupa filozoficzno – materialistyczna, na której czele stali dwaj siódmoklasiści: Nochaczewski, zwany „Spinozą” i Miller – „Balfegor”. Obydwaj byli tłumaczami dzieła Buckle’a i propagowali nowy kierunek. Spinoza wyjaśniał młodszym kolegom zawiłe zagadnienia książki.

Do materialistów należał również Marcin Borowicz. Nie mieszkał on wówczas u „starej Przepiórzycy”. Był korepetytorem dwóch chłopców i mieszkał razem z kilkoma zamożniejszymi uczniami klas starszych. To właśnie u nich, na stancji u „Czarnej pani” odbywały się wieczorami zaciekłe rozmowy zwolenników bucle’izmu z „metafizykami”, „idealistami” i uczniami wiernymi katolicyzmowi.

Zwolennicy rusofilizmu obawiali się czytywać Buckle’a i z czasem w grupie „literatów” materialiści zaczęli prowadzić spory z zagorzałymi rusofilami. Książka Anglika wpłynęła również na wzrost zainteresowania greką i łaciną. Borowicz, aby lepiej zrozumieć dzieło, w klasie szóstej opanował materiał z matematyki z klasy siódmej. Stał się również specjalistą od ateizmu, a zaprzeczenie wierze wprowadziło osiemnastoletniego wówczas Marcina do całkowicie nowego świata. Wszystko musiał sam zrozumieć i odkrywać.

Gimnazjaliści zaczęli interesować się chemią, anatomią i fizjologią. Borowicz, „Spinoza” i „Balfegor” chodzili potajemnie do rzeźni, by tam studiować anatomię zwierząt.

Dzieło Buckle’a odegrała jeszcze ważniejszą rolę w życiu gimnazjalistów – stała się dla nich kodeksem i siłą moralną. Każdy ze zwolenników teorii Anglika marzył o tym, aby posiąść wiedzę mistrza i stać się nim, uczyć się przez całe życie. Materialiści nauczyli się cenić czas, by jak najpełniej poświęcać się nauce.

Książka wpłynęła również na dalszą rusyfikację młodych zwolenników materializmu. Znali oni ją wyłącznie z tłumaczenia rosyjskiego i w rozmowach wykorzystywali terminy rosyjskie, dobrowolnie poddając się procesowi rusycyzacji.

XIV.

Pewnego jesiennego dnia uczniowie klasy siódmej czekali na lekcję historii. Klasę szóstą ukończyło zaledwie dwudziestu trzech uczniów, do których dołączyło pięcioro drugorocznych. Marcin Borowicz stał w towarzystwie Waleckiego, zwanego „Figą”. Walecki uczył się znakomicie i jedynie przez złe zachowanie zajmował drugie miejsce w klasie wśród prymusów. Był chłopcem niezwykle hardym i często popadał w konflikty z nauczycielami. Stronnictwo literacko – buckle’owskie starało się go pozyskać, lecz Walecki unikał rozmów bezbożnych. Był synem katoliczki, która nieustannie kontrolowała każdy krok młodzieńca, zabierała mu książki i nakazywała zdawać relację z rozmów z kolegami. Dzięki temu nadzorowi chłopiec nigdy nie przeczytał żadnego zakazanego dzieła i nie uczęszczał na spotkania. Marcin wiele razy drwił z Waleckiego, wykorzystując każdą sposobność do wypowiadania swych uwag o Bogu i tocząc z nim zacięte spory.

Do klasy wszedł pan Kostriulew, nauczyciel historii, jeden z najbardziej zagorzałych rusyfikatorów. Na każdej prawie lekcji omawiał sprawy bolesne dla polskiej młodzieży i kazał się uczyć faktów, wybiegających poza materiał gimnazjalny. Tym razem zajął się zagadnieniem upadku Polski i zaczął czytać o prawosławiu na Litwie i konfiskacie klasztoru żeńskiego pod Wilnem. Opowiadał o tym, że delegowani po wywiezieniu mniszek znaleźli w podziemiach wiele trumien ze zwłokami noworodków. Wówczas odezwał się Walecki, prosząc w imieniu kolegów, aby historyk przerwał swój wykład. „Figa” wyjaśnił wzburzonemu nauczycielowi, że jako katolik nie może słuchać takich rzeczy i zarzucił mu kłamstwo.

Kostriulew wyszedł z klasy. Marcin nazwał kolegę „ognistym katolikiem”, co rozgniewało chłopca. Po chwili do klasy wbiegł dyrektor z całym sztabem gimnazjalnym i wezwał do siebie „Figę”. Uczeń stanął przed nim i odparł w imieniu całej klasy, że jako katolicy chodzą do spowiedzi i wyznają swoją wiarę i zażądał, aby historyk przeczytał ponownie o zajęciu klasztoru. Inspektor zwrócił się do pozostałych uczniów i zapytał, czy upoważnili Waleckiego do protestowania. Kiedy żaden z nich nie odpowiedział, spytał się Goldbauma, który odparł, że jest starozakonny. Potem inspektor identyczne pytanie skierował do Borowicza, który odrzekł, że uważa wykłady Kostriulewa za użyteczne i że wszyscy z ciekawością ich wysłuchali, a Walecki protestował wyłącznie w swoim imieniu. Pozostali uczniowie, rozumiejąc, że Marcin w ten sposób pomniejsza ich winę, odpowiadali podobnie jak on. Tylko jeden z chłopców, Rutecki, odparł, że „Figa” zaprotestował również w jego imieniu i razem z Waleckim został wyprowadzony z klasy.

Po wyjściu nauczycieli i winowajców z klasy, siódmoklasiści zebrali się w gromadach, rozmawiając o zajściu. Jeden z drugorocznych, zwany „Pieprzojadem”, nazwał to świństwem. Borowicz odparł, że nic innego nie mogli wymyślić. Nadal twierdził, że historyk miał rację, ponieważ w historii chodzi przede wszystkim o prawdę. Jego opinię potwierdziło kilku kolegów.

Tymczasem z kancelarii słychać było głośne rozmowy, nad którymi górował głos Waleckiego. Zebrali się tam prawie wszyscy gospodarze klas i po kilkudziesięciu minutach wezwano matkę „Figi”. Wówczas „Pieprzojad” ponownie nazwał zajście świństwem i łajdactwem. Za ściany dobiegł rozpaczliwy krzyk Waleckiego i chłopcy rzucili się do drzwi. Ujrzeli kolegę wynoszonego przez strzech stróżów i pana Pazura do izby zwanej „zapasową”. Walecka ruszyła ku wyjściu. Po chwili pojawił się Rutecki z wiadomościami, że „Figa” zamiast wydalenia z gimnazjum dostanie rózgi.

W połowie następnej lekcji do klasy wrócił „Figa”. Chłopiec podszedł do swojej ławki powoli i zerknął na Borowicza, który zadrżał po jego straszliwym spojrzeniem.

XV.

Po Świętach Bożego Narodzenia uczniowie klasy siódmej zastali nowego kolegę, Bernarda Siegera, wydalonego z warszawskiego gimnazjum. Nikt nie potrafił dowiedzieć się za co przybysz został usunięty ze szkoły i dopiero jeden z ośmioklasistów, który był w Warszawie, zdobył informację, że Siegera wyrzucono za „nieprawomyślność”. Do Klerykowa został przyjęty dzięki specjalnemu pozwoleniu kuratora okręgu naukowego i wstawiennictwu jednej ze znanych osobistości.

Bernard został otoczony specjalną opieką. Mieszkał u Kostriulewa i nie pozwalano mu się kontaktować po szkole z kolegami. Każdego dnia rewidowano jego tornister i najczęściej to właśnie jego wzywano do odpowiedzi. Nowy uczeń okazał się również dobrym uczniem.

Buckle’iści przekonali się, że Sieger czytał Buckle’a i Drapera oraz inne dzieła, o których usłyszeli pierwszy raz.

Sieger żył w odosobnieniu. Po lekcjach szedł natychmiast do mieszkania Kostriulewa, które opuszczał wyłącznie w towarzystwie opiekuna. Koledzy z klasy obserwowali go z ciekawością i zawiścią. Ogólnie zazdroszczono mu pobytu w Warszawie, a uprzejmą grzeczność odbierano jako wyniosłość i arystokratyzm. Początkowo nie pozwalano nowemu uczniowi uczestniczyć w lekcjach języka polskiego. Dopiero po miesiącu uzyskał pozwolenie władz szkoły.

Tego dnia język polski był ostatnią lekcją. Sztetter wszedł do klasy i wezwał jednego z uczniów do odpowiedzi. Ten, aby uniknąć odpytywania, wspomniał, że jest nowy uczeń. Sieger wstał i przedstawił się, wyjaśniając, że nazywa się Zygier, choć jego ojciec i dziad podpisywali się „Sieger”. W smutnych oczach polonisty pojawiło się zainteresowanie i zapytał chłopca, czy chce uczęszczać na lekcje. Bernard odparł, że tak, ponieważ jest to ojczysty język. Sztetter z obawą spojrzał na drzwi i kazał mu czytać.

Zygier zaczął czytać wskazany fragment, a pozostali uczniowie zajęli się odrabianiem lekcji lub drzemaniem. Tymczasem Bernard zaczął rozbierać zdania pod względem logicznym i gramatycznym. Wszystkich zaskoczyło, że robił to po polsku i niezwykle starannie. Kiedy skończył, nauczyciel rzekł, że nie ma odpowiedniego stopnia, aby ocenić jego wiedzę i zaczął wypytywać, jakie utwory czytał. Zygier odparł, że w czytał systematycznie dzieła z literatury polskiej, a w szczególności romantyków. Sztetter spytał, czy czytał Mickiewicza, a kiedy uczeń odparł twierdząco, zapytał, co wie o pisarzu. Zygier zaczął opowiadać o życiu romantyka i o napadzie podchorążych na Belweder w nocy 29 listopada, a później zaczął recytować „Redutę Ordona”.

W pierwszej chwili polonista zerwał się i zaczął machać rękami, aby Bernard przestał. Chłopiec jednak nie zamilkł. W klasie zapanowała cisza i wszyscy wpatrywali się w ucznia, który recytował „polskie wiersze”. Walecki zbliżył się do drzwi i wyglądał na korytarz. Zygier mówił ze spokojem, a słowa utworu trafiały wprost do serc słuchaczy, którzy powstali z ławek i zbliżyli się do mówcy. Marcin Borowicz siedział w ławce, mając wrażenie, że już kiedyś słyszał to wszystko, słuchał ze wstrętem i złością, lecz jednocześnie dziwny ból przejmował jego duszę. Kiedy Zygier zaczął recytować ostatni fragment wiersza, Borowicz zamknął oczy i przypomniał sobie opowieść strzelca Nogi o żołnierzu, który leżał w zapomnianej mogile. Z trudem powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć płaczem. Sztetter siedział milczący, a po jego bladej twarzy spływały łzy.

XVI.

Ulubionym miejscem Marcina Borowicza i ośmioklasistów stał się Stary Browar, mieszczący się na przedmieściach. Niegdyś mieścił się tu browar, teraz został zamieniony na lokale mieszkalne przez Żydka, który wykupił ruinę.

W jednej z oficyn mieszkali rodzice Mariana Gontali, jednego z kolegów Marcina, którego ojciec był urzędnikiem Izby Skarbowej. Marian mieszkał na strychu, z którego okien rozpościerał się widok na jedno z przedmieść Klerykowa i okoliczne lasy i łąki. Tuż obok był sad i miejsce, odwiedzane przez grupę przyjaciół, zwane „dziurą Efialtesa”. Właśnie tam często spędzali czas Zygier, Borowicz, Pieprzojad i Andrzej Radek, uczeń klasy siódmej. Gdy Gontala wracał z korepetycji i chciał zobaczyć się z kolegami, stawiał w oknie zapaloną świecę.

Zygier każdego dnia około dziesiątej wymykał się Kostriulewowi i szedł do Mariana lub Radka, z którym łączyła go szczera i serdeczna przyjaźń. Kierownikiem spotkań na „górce” był Bernard, dzięki któremu sposób myślenia gimnazjalistów znacznie się zmienił. Dzięki niemu poznali wielką poezję wygnańczą, historię rewolucji i upadków oraz prawdę o czynach ludów. Zakaz policyjny, którym objęto dzieła Mickiewicza jako niebyłe, wzmógł jedynie ciekawość i miłość do poety. Zaczęto czytać rzeczy zabronione przez władzę, uczono się ich na pamięć. Andrzej Radek w swojej szafce na stancji u Płoniewiczów odnalazł dzieła Mickiewicza i Słowackiego, broszury polityczne i różne dzieła. Początkowo przeczytał je sam, a kiedy zaprzyjaźnił się z Zygierem, zaczął przynosić książki na zebrania. Po pochłonięciu każdej książki, rozmawiano o utworach, zestawiano je ze sobą i dyskutowano o opisanych postaciach i sytuacjach.

Gdy Marcin po raz pierwszy przeczytał „Dziady” nie był w stanie z nikim rozmawiać. Uciekł do lasu i chodził, ogarnięty niewysłowionym wzruszeniem. Poezja i literatura romantyków odegrała w życiu Borowicza niezwykle ważną rolę. Przez każde czytanie dzieło przechodził jak przez mękę, która kształtowała jego myśli, wskazywała błędy i ulepszała go.

Równie istotne zmiany zachodziły w przyjaciołach Borowicza. Walecki uwielbiał Buckle’a, którego objaśniał mu Marcin i uczestniczył w badaniach przyrodniczych, które możliwe były dzięki podręcznikom i ćwiczeniom przysyłanym z Warszawy przez „Spinozę” i „Balfegora”. Zygier kierował zebraniami w każdą niedzielę. Na każde spotkanie któryś z chłopców musiał przygotować rozprawkę z dowolnych książek. Uczyli się również przedmiotów z kursów gimnazjalnych i pomagali sobie w odrabianiu zadanych lekcji.

Na spotkaniach pojawiali się także wolnopróżniacy, choć wypracowania pisane po polsku wywoływały w nich niechęć i uważali je za zbyteczne, grywając podczas odczytów w karty.

Tylko jeden raz na „górce” urządzono zabawę. Na początku kwietnia syn kupca przyniósł butelkę maślacza. Gontala wyznaczył spotkanie na godzinę dziewiątą. Tego dnia Borowicz, zajęty korepetycjami, dopiero przed dziesiątą ruszył na zebranie. Nieoczekiwanie na ulicy ujrzał Majewskiego i ukrył się za drzewem, szukając ratunku dla kolegów. Mężczyzna najwyraźniej wiedział o zgromadzeniu i ruszył w stronę Starego Browaru. Marcin zaczął go śledzić. Majewski znał przejście przez „dziurę Efialtesa” i z łatwością przedostał się do ogrodu. Borowicz nie wiedział, jak przedostać się do przyjaciół i ostrzec ich o grożącym niebezpieczeństwie.

Obserwował nauczyciela, który starał się odnaleźć ruchomą deskę w parkanie. Wtedy chwycił kładkę, która umożliwiała przejście przez rzeczkę, i wyciągnął ją na swój brzeg. Później zaczął się skradać w stronę nauczyciela i rzucił w niego bryłą błota. Majewski zatrzymał się i natychmiast otrzymał drugi cios. Marcina ogarnęła złość i ciskając kolejnymi pociskami w znienawidzonego profesora, przez zaciśnięte zęby, szeptał: „Masz za teatr, za inspektorskie zebrania, za literaturę. Tyś mnie chciał do siebie podobnym…”. Mężczyzna ruszył w stronę mostku i zrozumiał, że znalazł się w pułapce. Próbował przekupić przeciwnika rublami, aby oddał mu deskę, lecz Borowicz nadal rzucał w niego błotem. W końcu zmęczył się i zaniechał dalszej zemsty. Usiadł, ukryty za parkanem i obserwował nauczyciela. Majewski starał się odnaleźć drogę powrotną i w końcu zaczął w bród przechodzić przez rzeczkę. Dopiero wtedy Marcin udał się na „górkę”.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Syzyfowe prace - streszczenie
2  Marcin Borowicz - charakterystyka
3  Artyzm „Syzyfowych prac”



Komentarze: Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2018-08-13 15:37:54

Czytałam tylko i wyłącznie to steszczenie, a kiedy zostałam odpytana z treści szczegółowo babka pochwaliła mnie, że przeczytałam lekturę więc czytajcie, bo naprawde warto ! I nie ma co zawracać sobie głowy książką ;p


2018-08-13 14:38:56

Extra streszczenie :) bardzo mi pomogla twoja praca ... dzieki niej poprawilem 2 lufy z tej lektory. nasza (kosa) byla zaskoczona moją odpowiedzią.trzeba byc kims zeby zrobic tak zaje***te streszczenie szczegolowe do tak dennej lektory. wielkie PoZDRo .. peace


2012-01-01 21:45:18

Dzieki za wstawieni .Syzyfowych prac normalnie nie da sie moim zdaniem przeczytac gdy tylko przeczytam rozdzial musze ZAczynac od poczatku. Nie trawie jej :/


2011-11-23 22:13:45

Świetne streszczenie. Pomogło bardzo. Choć się pwtórzę, to muszę przyznać, że to nie kwestia lenistwa. Książki Sapkowskiego, Pilipiuka i innych podobnych autorów mógłbym czytać codziennie, lecz lektury niestety są...


2011-06-07 22:36:49

Ja przeczytałam, bo zawaliłam kartkówkę - pani zadała pytania dotyczące nazwisk i przezwisk. A ja tylko tak ogólnie je kojarzyłam. Jak na tak cienką książkę to za dużo postaci, niezbyt zwięźle napisane, streszczenie mi to ułatwiło...




Streszczenia książek
Tagi: